wtorek, 27 sierpnia 2013

Khadi olejek przyspieszający porost włosów- 14 dni później

O oleju Khadi pisałam kilka dni temu tutaj, doskonale zdaję sobie sprawę, że stosowanie produktu przez 14 dni nie upoważnia mnie do wystawianiu mu recenzji. Stąd spieszę ze sprostowaniem: dzisiejszy post to innego jak pierwsze wrażenie. Obserwacje wciąż trwają!

Stosowanie: olej stosowałam przed każdym myciem, tzn do tej pory 6 razy. Przeważnie zostawiałam go na ok 2 godziny, raz zdarzyło mi się na całą noc. Nie zauważyłam, żeby dłuższe pozostawienie go na kudełkach dawało lepsze/gorsze rezultaty.


Zapach: ciężki zapach z wyraźną nutą pieprzu, zdecydowanie do zniesienia

Czym zmywam:  Radical jest dobry na wszystko, zdecydowanie sprawdza się przy zmywaniu Khadiego :) Jednak chciałam spróbować czegoś lżejszego. Dobrze radzi sobie Łopian Większy z Green Pharmacy, ale przy pomocy Babydream fur Mama. Pierwsze mycie Łopianem, drugie Babydream, które zostawiam na włosach na czas porównywalny do czasu mycia zębów ;)

Wypadanie włosów: Od razu chciałam zaznaczyć, że nie mam problemu z  wypadaniem włosów, poradziłam sobie z tym za pomocą Sesy ( recenzja wciąż w fazie produkcji). Khadi nie spowodował u mnie wzmożonego wypadania. Fakt, podczas masażu skóry głowy, kudełki wypadają trochę intensywniej, ale uważam to za normalne.


Przyrost obrazują fotki poniżej. Zdjęcie :przed" zrobione w słabym świetle, przepraszam.( Jestem początkująca ;)
Odrost przed kuracją miał ok 9mm, po 14 dniach 17mm. Daje mi to przyrost 8mm w 14 dni!!!

W przypadku moich włosów to sukces!!!!!





Opakowanie: plastikowa butelka, wygodna w użyciu 

Dostępność: http://www.helfy.pl/
                                http://naturbox.pl/

Podsumowanie: Moje włosy pokochały olej Khadi. Zauważyłam zwiększony przyrost, który mam nadzieję dopiero się rozkręca :)))
Kurację będę kontynuować- przez kolejne 14dni przed każdym myciem.
Tym razem pomiar przyrostu będzie łatwiejszy bo włosy są "świeżo malowane" ;)

A jak wasze wrażenia?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

poniedziałkowa (de)motywacja



Zdjęcie idealnie ilustruje moją minę o 6 rano, kiedy to zostałam brutalnie obudzona, żeby......pracować!!!!

Nie mam pojęcia gdzie podziała się niedziela....bo spędziłam ją przy kompie, robiąc rzeczy mało przyjemne- pracując :/






Aktualna lokalizacja mojego stanu umysłu.

 



Nuta na dziś!


pzdr dla wszystkich współcierpiących!

niedziela, 25 sierpnia 2013

Avon Mega effects mascara- kosmiczna maskara

Już jest! Przyjechał do mnie i.... naprawdę wygląda kosmicznie ;) 

AVON Mega effects mascara


źródłó




I naprawdę wygląda kosmicznie :) 


 
żródłó   


Fazę testów uważam za rozpoczętą!

czwartek, 22 sierpnia 2013

KHADI olejek stymulujący wzrost włosów

Niemal chciałabym zaśpiewać "wszyscy mają Khadi, mam i ja".

helfy


Naczytałam się o nim tak wiele, że mam wrażenie jest niemalże cudem na Wisłą. Po długim powstrzymywaniu się i ciągłej pamięci o projekcie denko ( damn it!), postanowiłam przywieźć go z wakacyjnej wyprawy w formie pamiątki. To przecież nie są zwykłe zakupy, prawda?????
Nawet mój partner był pod wrażeniem, jak bardzo potrafię usprawiedliwić się przed sobą samą x)

Tak czy owak, jest ze mną i jestem w trakcie testów, ale o tym będę mogła powiedzieć później.
Głównym powodem do zakupu Khadiego jest oczywiście chęć zapuszczenia włosów :) A moje włosy są....hmmm odrobinę oporne za wzrost.

Zwyczajny przyrost miesięczny moich włosów to ok 1cm. Niestety, nie pomógł Jantar, a miało być tak pięknie :( Wiem, że niektóre kudełki nie reagują na specyfiki, ale postanawiam próbować! Bo sieć aż ugina się pod dowodami skuteczności tego olejku.
wpis u kaminkowej
wpis u NieAnonikowejKosmetoholiczki

Zapach: są tacy co twierdzą, że cuchnie, ale nie zgadzam się z nimi. Pachnie ciężko, z przewagą w stronę pieprzu. Średnio intensywnie, a zdecydowanie nie tak intensywnie jak Sesa. Zapach szybko ulatnia się z włosów. Pomyślę nad zostawieniem go na włosach na całą noc.

Stosowanie: Olej stosuję przed każdym myciem, tzn 2-3 razy w tygodniu.


Skład: Sesamum Indicum Oil (Sesamol), Cocos Nucifera Oil (Kokosnubol), Ricinus Communis Oil (Castrol), Eclipta Alba (Bringaraj), Bacopa Monnieri (Brahmi ), Rosmarinus Officinalis Oil (Rosmarin), Citrullus Colycynthis (Koloquinthe), Sida Cordifolia (Bala), Butea Monosperma (Palasa), Gunja Abrus Precatorius (Gunja), Trigonella Foenum Graecum (Bockshornklee), Daucus Carota Oil (Karottenol), Cinnamomum Camphora (Kampfer), Vinca Rosea (Immergrun), Lanalool**, Limonene** - otrzymane z naturalnych olejków eterycznych


 Kto testuje ze mną?

pzdr i dużego przyrostu włosów wszystkim życzę ;)

wtorek, 20 sierpnia 2013

rzęsy w płynie? 30 dni z Xlash

Pamiętam zdarzenie z przed kilku miesięcy kiedy to zapomniałam pomalować rzęsy.
Hmmmm...taaaakk.... nie wiem jak to zrobiłam, ale stało się. Zapomniałam :) Pomroczność jasna, czy ciemna, senność czy coś innego ;) Kiedy to odkryłam w pracy, poczułam się naga, niewyraźna, trochę niekompletna.

Zaskoczyło mnie, że rzęsy są bardzo ważnym dla mnie elementem twarzy i zawsze chciałam, żeby były gęste, długie i mocne. Jak w książkach czy reklamach, takie jak "wachlarze" ;)

Kiedyś, baaardzo dawno temu, wierzyłam w reklamy, pokazujące cud specyfiki, tzn. tusze, które miały wydłużyć rzęsy do samego nieba. Potem dorosłam, zapoznałam się ze sztucznymi rzęsami, photoshopem i czar reklam prysł. A ja mogłam spokojnie zakceptować swoje rzęsy, które złe nie są. Powiem więcej, są całkiem fajne.

Jednak kiedy sieć zalały wieści o fantastycznie działających odżywkach do rzęs. Znów podeszłam do całego konceptu z dużą dozą rezerwy i postanowiłam poczekać na rozwój wypadków. Ale kuszenie powróciło.

Do tej pory miałam znikome doświadczenie z odżywkami do rzęs. Kiedyś stosowałam Regenerujący krem do rzęs firmy L`Biotica ( więcej info tutaj), ale efektów nie było więc się zniechęciłam. Pozostały kosmetyk oddałam mamie, w myśl, że skoro na mnie nie działa, na kogoś innego może. Niestety, nie zauważyła nic poza miękkością rzęs, żadnego wzrostu.

Później postanowiłam traktować rzęsy olejkiem rycynowym. Metoda stara jak świat, wymaga dużo systematyczności i cierpliwości. Niestety, niezależnie od rodzaju aplikacji, rano miałam podrażnione oczy. I olejek rycynowy poszedł w odstawkę.

Jako, że najbardziej interesowały mnie odżywki z naturalnym składem,  do sprawy podchodziłam z rezerwą: chciałabym i boję się. Dopiero kiedy bliska koleżanka pochwaliła się nabytkiem i na żywo podziwiałam efekty jej kuracji, postanowiłam spróbować. 

Wybór padł na :

 Skład

AquaFolium Isatidis Extract
Nigella Sativa Extract
Cacumen Platycladi Extract
Terminalia chebula extract
Polygonum multiflorum extract
Corallium japonicum Kishinouye Extract

Działanie wg producenta  

źródło

Ekstrakt z liści Folium Isatidis dzięki zawartości polisacharydów  i aminokwasów sprawia, że rzęsy są grubsze, dłuższe i ciemniejsze.
Ekstrakt z ziela Cacumen Platycladi wspomaga wzrost nowych rzęs.
Ekstrakt z Nigella sativa zawiera naturalną melaninę roślinną, sprawia że rzęsy są grubsze i ciemniejsze.
Owoce Fructus Chebulae wzmacnia cebulki włosów.
Wyciąg z koralowca aktywuje mieszki włosowe wpływając na wzrost rzęs.

Stosowanie

Xlash stosuje się codziennie, najlepiej wieczorem. Aplikator to nic innego, jak bardzo cienki pędzelek od eyelinera, którym nakładamy produkt na górną powiekę, tuż przy linii rzęs. Podczas snu specyfik ma się przedostać na dolne rzęsy, również je odżywiając.
Zalecane jest stosowanie Xlash przez ok 12 tygodni, żeby osiągnąć pełen efekt. Jednak pierwsze efekty powinny pojawić się już po 3-4 tygodniach stosowania.


Koszt

Tutaj najbardziej boli. 3ml produktu kosztują 199zł.

 

Efekty

Odżywkę stosuję ok 30 dni. Nie zauważyłam podrażnienia, pieczenia ani swędzenia powiek czy oczu.
 Zdjęcia przedstawiają rzęsy bez jakichkolwiek kosmetyków.



rzęsy przed "kuracją"
po 30 dniach stosowania Xlash
Efekt po 30 dniach jest subtelny. Rzęsy zdecydowania są czarniejsze i pojawiają się naprawdę długie okazy. Powoli zyskują na gęstości.
Różnica jest szczególnie widoczna po pomalowaniu tuszem.

Zużycie: wciąż nie skończyłam pierwszego opakowania.
 
Kolejny update za miesiąc.

A Wy stosujecie odżywki do rzęs?


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Spirulinowy smoothie- śniadanie mistrzów

O spirulinie pisałam już tutaj (klik). Przez wtajemniczonych zwana jest płynnym żeń szeniem albo zielonym złotem, albo prościej superfood.

Spirulina to nic innego jak wysuszona alga, której oryginalny wygląd przedstawia się tak:



źródło
Tak, wiem :) nie wygląda zachwycająco ani apetycznie. Jednak, warto dać jej szansę ;)

 

Kolor  

Algi mają kolor ciemnozielony, czasem wpadający w niebieski.

 

Zapach

Kwestia zapachu jest trudna dla wielu użytkowników spiruliny i zdania są podzielone. Zwolennicy twierdzą, że pachną morzem, owocami morza, a woń nie jest drażniąca. Przeciwnicy, nie bawiąc się w uprzejmości, jasno określają, że algi mają silny rybi zapach, który jest trudny do zniesienia.

Ja zdecydowanie należę do zwolenników. Morska woń jest wyczuwalna, ale mi nie przeszkadza.

Smak

Mimo, iż zapach alg nie stanowi dla mnie problemu, miałam pewne obawy związane ze smakiem. Szukając informacji w sieci znów natrafiłam na sprzeczne informacje. Jedni twierdzą, że smaku nie ma, inni, że smak jest okropny i trzeba go zniwelować dodatkami.

W smoothie praktycznie nie czułam zmiany smaku. No może odrobinę, ale mogę powiedzieć, żeby mi nie smakował. Zwyczajnie był inny, ale nadal smaczny.

 

Dzienna dawka

 Źródła podają różne dawki, które wahają pomiędzy 1 a 10g. Łyżeczka od herbaty to średnio 5g i taką dawkę postanowiłam stosować.

 

Czym się wszyscy zachwycają?

Spirulina jest bogatym źródłem witamin i minerałów, które są niezbędne do funkcjonowania organizmu. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w ponad 60% składa się z łatwo przyswajalnego białka.

Dokładną analizę składu spiruliny znajdziesz tutaj

Alga wspomaga:
  • obniżenie ciśnienia krwi
  • kontrolowanie wagi
  • włosy, skórę i paznokcie
  • oczyszczanie organizmu
  • system immunologiczny
  • odbudowę systemu nerwowego
  • więcej można przeczytać tutaj

Sposób przygotowania

Spirulinę można dodawać do koktajli, przecierów, jogurtów, kefirów, wody,itd. Temperatura potrawy nie ma znaczenia. Wystarczy dodać i dokładnie zamieszać.
Można też zażyć wymierzoną dawkę i obficie popić wodą. Przyznam, że na razie brak mi odwagi :)

 

Smoothie ze spiruliną

 

 

  • banany ( w moim przypadku 3)
  • ok 100g borówek amerykańskich
  • ok 5g spiruliny

Wszystkie składniki  blendujemy i gotowe!
Smacznego!














poniedziałkowa motywacja

Zaskakujące, że znów mamy poniedziałek :) Czas jakoś szybciej leci jak pogoda jest ładna, a świat przyjemny.

Dziś do porannego wstania zmotywował mnie pies, który przebywa u mnie na wakacjach. Zabawnie to brzmi, ale psiak jest na urlopie tak samo jak jego właściciele. Po 30 min spacerze czułam się naprawdę zrelaksowana, a w mojej głowie było mniej więcej to:





Może to spokój, który mnie ogarnął, może coś innego, ale dziś postanowiłam zrobić coś o czym myślałam od bardzo dawna... postanowiłam spróbować spiruliny. Tak, tak.... spróbować w sensie skosztować, posmakować, użyć w celach spożywczych, zjeść:) Ale o tym następnym razem.






Miłego poniedziałku!

wtorek, 13 sierpnia 2013

skarpetkowa fryzura

Od jakiegoś czasu w rozmowach z koleżankami rozwodzę się na temat skarpetkowej fryzury. Niby nie jest nowością, ale często spotykam się z podejrzliwą reakcją moich rozmówczyń.

Wtedy tłumaczę, że używam skarpetki do stworzenia koka na czubku głowy i idę zadowolona spać :) Po czym rano rozwijam włosy i mam fale/loki, w zależności od humoru kudełków. Kilka poprawek, jakiś lakier, ewentualnie lokówka na przednich kosmykach i jestem gotowa do wyjścia, bo włosy właściwie same się zrobiły, a użycie ciepła na włosach znikome. Uwielbiam tę metodę kręcenia włosów, bo:
  • jest łatwa
  • nie wymaga specjalistycznego sprzętu
  • nie używamy ciepła na włosach
  • zabezpiecza włosy przed zniszczeniami- ja koszmarnie wiercę się podczas snu, gdy zostawiam je rozpuszczone, rano są bardzo potargane :/
  • robi LOKI! sama! i nie trzeba wcześniej wstawać, żeby się prezentować ładnie przed resztą świata ;)





Wprawieni w robieniu koka na skarpetce prezentują się nieziemsko. Ba! często też wychodzą ze skarpetką na głowie z domu i nikt o tym nie wie :)
Ja jednak wyglądam wtedy odrobinę komicznie, bo krótsze włosy wychodzą z tyłu. Ale w moim przypadku to fryz do spania/ domowy, a nie na konkurs piękności czy Oskary :)


Jedyne czego potrzebujemy to skarpetka. Długość/ rozmiar skarpety jest dowolny, ale warto pamiętać, że:
  • krótka skarpetka ( stopka) = mały, zwarty kok= bardziej zdefiniowane fale
  • długa skarpetka= duży, bardziej mięsisty kok= luźniejsze fale
Wykonanie jest banalnie proste, a internet jest pełen tutoriali.

zszywka

Dla wszystkich, którzy wolą prezentacje na żywo, proponuję video Wendy.





Aktualnie siedzę ze skarpetkowym kokiem na głowie i już nie mogę się doczekać jutrzejszych loków.
Sposób polecam wszystkim, którzy starają się ograniczyć użycie ciepła na włosach.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

poniedziałkowa motywacja

Oficjalnie wróciłam z wakacyjnych wojaży. Sama nie wiem, czy jestem wypoczęta, ale zdecydowanie wyspałam się.
Tak na marginesie, złamanie pogody sprawiło, że pociągam nosem i pobolewa mnie gardło, ale to nic! Bo otacza mnie urocza cisza i prawie skończony remont ;)

Prawie, bo salon bije po oczach niedomalowanymi ścianami. Na tym etapie bardziej mnie to bawi niż drażni. Kiedyś byłam świadkiem jak moi rodzice poświęcali wolne dni na "odgruzowywanie" mieszkania. W efekcie po urlopie byli jeszcze bardziej wykończeni. Stąd też decyzja, żeby bez żalu porzucić wałki malarskie i wyjechać, zmienić klimat, i podładować baterie.

Odłożone na później obowiązki niestety nie zniknęły :/ Nadal wiszą nade mną. Ale staram się stawić im czoło ze spokojem, bo wiem, że ..... :)





Btw, pewna wiadomość rozbawiła mnie do łez. Podczas wakacyjnych wojaży kontakt z siecią miałam znikomy- w myśl zasady: im mniej informacji, tym większy relaks. Ranek, spędzony z herbatą w dłoni, postanowiłam poświęcić na nadrabianie zaległości internetowych. Natrafiłam na info o wypuszczeniu na rynek  zdrowej Coca -Coli....... hmmmmm to ja się pomyliłam czy oni?!

Nowy produkt nosi nazwę Coca-Cola Life i ma zielone opakowanie, że niby takie zdrowe.... serio?!

Producent twierdzi, że zawiera 60% mniej kalorii niż tradycyjna Cola. Co więcej, jest słodzony stewią  i cukrem, bo zdrowiej.

Osłabiona jestem, tym bardziej, że osobiście znam osoby, który na całą tę farsę by się nabrały! Produkt niedostępny w Polsce, na szczęście!

Miłego poniedziałku!