środa, 20 marca 2013

spa....FAIL!!!

Może zacznę od tego, że FAIL urodowy rozpoczął się w sobotę. 

SOBOTA- Niby nic ot jakaś plama na policzku, lekko czerwona, lekko łuszcząca się. Dla mojej skóry to normalka, więc postanowiłam posmarować bardzo tłustym kremem i zignorować. Czyli standardowe działanie, które zawsze pomagało!
Standardowy demakijaż wykonywany olejem lnianym i żelem ziajki ( obydwa używane od miesięcy- bez jakichkolwiek! podrażnień) wzbogaciłam herbatką z lipy. Tę z kolei używałam od kilku dni, bez oznak podrażnień.

NIEDZIELA- wysyp, ale nie taki zwyczajny tutaj pryszcz a tam dwa....za dobrze by było! wysyp na całej twarzy, gorzej niż za czasów nastoletnich! ustalmy, lata nastoletnie mam już za sobą! pełno czerwonych krostek na całej twarzy łącznie z łukiem brwiowym i pod okiem! szok...Szok...SZOK! istny koszmar! Po opanowaniu łez, do boju ruszył olej arganowy na cały pyszczek .... po całym dniu zmniejszył zaczerwienienie...krosty zostały ;(
Dałam sobie po łapach za lenistwo i używanie kremu drogeryjnego. Przeprosiłam się z fantastycznym przepisem siempre na krem z mocznikiem, wit B3 i ekstraktem z zielonej herbaty
i zasiadłam do domowego laboratorium. 

PONIEDZIAŁEK- koszmaru ciąg dalszy. Ukrycie wyprysków równa się z niemożliwym. Od ponad roku używam kremów BB, zwyczajnie mocnego krycia nie potrzebowałam [ do tej pory oczywiście !@#$%^&*!!!!!!] Wyglądałam, jak idź stąd i nie wracaj, ale do roboty iść trzeba ;( szkoda, że w pracy nie można chodzić w kominiarce :/ Zaraz po powrocie szybki...acz DOKŁADNY! demakijaż + olej z krokosza + krem z ekstraktem z zielonej herbaty, mocznikiem i wit B3. Niby widzę poprawę, a może to moja projekcja.

WTOREK- spirulina zakupiona! moja kochana, jedyna pocieszycielka, lekarstwo na każde skórne zło!.....połączona z olejkiem arganowym i olejkiem z krokosza wyladowała na pyszczku. Idą za ciosem i wykorzystując wolne popołudnie! na włosach wylądowała odżywka wzbogacona spiruliną. A co! jak się bawić to się bawić! Moje szaleństwo osiągnęło apogeum postanowiłam jeszcze zafundować sobie peeling kawowy z oliwą.
Siedziałam sobie szczęśliwa w łazience, wyglądając jak brudny potwór.  Postanowiłam zanurzyć się w wodzie koloru błota, ale pełnej naturalnych kosmetyków i co zrobiłam...no jasne wypłukałam w niej włosy. Niby przypadkiem, ale .....SERIO?! woda pełna mieszaki olejów, a ja w niej włosy płucze? gdzie mózg, gdzie myślenie?! Włosy do powtórnego mycia....spirulinowe skutki niemożliwe do sprawdzenia :(
Całe szczęście, że skóra gładka. Na ciele, bo twarz....co tu dużo gadać... krosty zostały ;(  chociaż wkręcam sobie ze jest ich mniej.



Ciągle zastanawiam się kto jest winowajcą i sprawcą krostowego koszmaru... wszystkie znaki wskazują na lipę. A ja tak chciałam w nią wierzyć ;(  Lipa jest stosowana zewnętrznie do pielęgnacji i leczenia skóry, przy podrażnieniach i świądzie. Piszę i nie wierzę! 
Dodam tylko, że napar z lipy sprawdził się u mojej koleżanki rewelacyjnie, naocznie zbadałam efekty!


Niezwyle rzadko zdarzają mi się takie faile...i zdecydowanie żądam, żeby krosty zniknęły! W dodatku jest zimno pffff!!!!

wtorek, 19 marca 2013

my się zimy nie boimy...rozgrzewającą zupę upichcimy!

Niby nic, a jednak...praca,brak czasu, zimno, praca, brak czasu, spadek energii, zimno, praca, zimno, brak energii, zimno, zimno, zimno.....

Serio! Mam już serdecznie dość zimna, ponurej, szarej aury, lodu na chodnikach, odśnieżania samochodu!

pfff znów zimno! Zdecydowanie nie działa to na mnie pozytywnie! Stąd potrzeba rozgrzewającej zupki ;)
Ale...ale przygotowanie nie może zająć zbyt dużo czasu... bo oczywiście cierpię na chroniczny jego brak.   

......Voila! rozgrzewająca zupka, która właściwie sama się robi, syci, i jest pyszna!




Oryginalny przepis pochodzi z bloga white plate , u mnie lekko zmodyfikowany pod wpływem .... zawartości kuchennych szafek.

              Rozgrzewająca zupa soczewicowo-pomidorowa


ok 100 g zielonej soczewicy
1 średniej wielkości czerwona cebula, pokrojona w piórka
1 puszka pomidorów ( ja oczywiście kupiłam całe pomidory, ale o wiele wygodniejsze w użyciu są te w cząstkach)
1/4 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka nasion kminu, utłuczonych w moździerzu

1 łyżeczka przyprawy "suszone pomidory z ziołami i czosnkiem" ( zakupiona przy okazji jarmarku świątecznego, ale wiem, że można dostać takie w sklepach ze zdrową żywnością)
1 litr wywaru jarzynowego

ok 1 litr wody ( w zależności od ostrości zupy, moja była wyjątkowa ostra ;)
1 papryczka chili, pokrojona w cienkie paseczki
3 łyżki mrożonej pietruszki ( równie dobrze może być świeża, jak kto woli)

1 koncentrat pomidorowy
sól, pieprz do smaku


Wszystkie składniki, oprócz pietruszki, umieścić w garnku i gotować
na małym ogniu ok. 35-45 min, do momentu gdy soczewica będzie miękka.
Oczywiście całość można zmiksować... ale ja zdecydowanie wolę czuć teksturę zupki.

Na koniec dodać pietruszkę.

Podawać ze świeżą bazylią/ pietruszką, jak kto woli :)


enjoy and keep warm! spring will eventually come!