niedziela, 24 lutego 2013

nie róbcie tego w domu!

Wszystkie wiemy, że wygląd naszych włosów jest waży. To dlatego masujemy skalp, olejujemy włosy, zakładamy czepki, przez co wyglądamy dziwnie, podczas gdy nawilżamy, odżywiamy, pielęgnujemy kudełki.

A wszystko to by były piękne.

Następnym krokiem jest stylizacja!

Proszę nie róbcie tego w domu ! 






Szalenie współczuję dziewczynie! Chociaż mam wrażenie, sądząc po jej minie, że to fake. Sama zapewne zalałabym się łzami! I nie powiem co jeszcze!


Będą w temacie, pochwalę się swoim nowym zakupem. Co prawda po obejrzeniu powyższego filmu miałam chwilę zwątpienia.... Ale co tam!  ;))))



zdjęcie pożyczone z aukcji ebay ( przypadkowej)

Od dawna marzyłam o nabyciu tej lokówki :) Efekt na moich włosach pokaże wam na dniach... o ile oczywiście nie spotka mnie to samo co to biedne dziewczątko ;)

odpukać w niemalowane!!!



Cała sytuacja nasunęła mi myśl, że warto zainwestować w porządny środek chroniący włosy przed ciepłem. 

Macie jakieś ulubione?



pzdr,

Marta


czwartek, 21 lutego 2013

Jantar ....i upragniona WIOSNA w moim domu

Dziś chciałabym się porozwodzić nad wyborem wcierki do włosów. Kiedy przeczytałam u Anwen o manii wcierania, zaczęłam się zastanawiać jaki hit włosomaniaczek przetestować najpierw. Padło na Jantar firmy Farmona, odżywkę do włosów i skóry głowy.

źródło


Osławiony chwałą produkt ma zapobiegać wypadaniu włosów, odżywiać i stymulować wzrost kudełków. Co więcej ma wzmacniać, pielęgnować i zapobiegać rozdwajaniu.

Producent twierdzi

Receptura odzywki uwzględnia najistotniejsze potrzeby włosów cienkich, słabych, delikatnych i z tendencją do przetłuszczania. Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące wzrost włosów: Kerastim, Trichogen, Polyplant Hair, aktywny biologicznie wyciąg z bursztynu oraz witaminy A, E, F, H i d'pantenol.

Skład:

Aqua, Propylene Glyco, Glucose, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Extract, Arnica Montana Extract, Arctium Majus Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Hedera Helix Extract, Tropaeolum Majus Extract, Nasturitum Officinale Extract, Amber Extract, Disodium Cystinyl Disuccinate, Panax Ginseng, Arginine, Acetyl Tyrosine, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine HCl, Biotin, Panthenol, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Linoleic Acis, PABA Triethanolamine, Carbomer, Parfum, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Methyldibromo Glutaronitrile, Dipropylene Glycol, Limonene, Linalool.


Opakowanie/ zapach/ konsystencja 

Jantar przychodzi do nas w mało poręcznej szklanej butelce, która zdecydowanie utrudnia aplikowanie produktu. Lepki płyn o lekko żółtawym zabarwieniu ma dość charakterystyczny zapach. Zdecydowanie męski, w moim odczuciu. Od razu uspokajam osoby z wrażliwym zmysłem powonienia, zapach nie jest nieprzyjemny i szybko ulatnia się z włosów. (Przetestowane na wrażliwych nosach! ;))

Sposób użycia

Wcierkę aplikujemy na skalp, po czym wykonujemy kilku minutowy masaż. Stosowanie jest zdecydowanie łatwiejsze, jeśli zamienimy oryginalna szklaną butelkę na opakowanie z atomizerem. Warto wykorzystać stare opakowanie z pompką. 
 Należę do niecierpliwców, stąd dzielę włosy na przedziałki, które spryskuję produktem i wykonuję masaż. W moim przypadku jest on raczej krótszy niż dłuższy, ale staram się nad sobą pracować!

Producent zaleca stosować codziennie przez 3 tygodnie, po czym zrobić kilku dniową przerwę i wrócić do kuracji. 

Jantar zaczęłam stosować 10 lutego, będę was informować o efektach.


Nie wiem jak wy, ale ja zdecydowanie mam już dość zimy. Nie to, że jestem jakaś przesadnie marudna, ale już mi wystarczy szalików, rękawiczek, ciężkich kurtek i wiecznie zmarzniętych policzków! Z miłą chęcią widoki takie jak ten:



chętnie podziwiać będę na filmach/ zdjęciach, ect.


Na pocieszenie dla Was i dla siebie samej, uwieczniłam WIOSNĘ, która od kilku dni gości w moim domu!






Kocham tulipany, wiem, że kiedy się pojawiają, wiosna jest tuż za rogiem ;)


wtorek, 19 lutego 2013

soczek... tym razem czerwony

Niestety z powodu nagłego wyjazdu mój plan pielęgnacji nie przebiegał zgodnie  z planem :(

Wiecie jak to jest przebywać w cudzym domu i latać  z papką na twarzy? Ludzie patrzą jakoś dziwnie... Zupełnie nie wiem dlaczego. Co więcej, nagle okazuje się, że wszystkie drobiazgi, urządzenia, ect., na które w codziennym życiu nie zwracamy uwagi, są potrzebne.
O zgrozo! bez nich ani rusz!
A gospodarz nimi nie dysponuje, albo dysponuje tylko nie używa w taki "dziwaczny" sposób. Hmmm wystarczy, że tak jakoś podejrzliwie patrzy...

Ale... zamiast rozpaczać, postanowiłam spróbować kolejny raz.

Dziś przedstawiam czerwony sok, tak dla odmiany:)

Niezwykle prosty, pyszny i odżywczy.

Składniki:

  1. ogórki-oczyszcza organizm, nawilża i poprawia stan skóry. Zawiera dużo witaminy K, która wzmacnia krzepliwość krwi i mikroelementy, takie jak: potas, wapń, żelazo, magnez, czy fosfor. Korzystnie wpływa na proces trawienia.
  2. cytryna- źródłem wit C, PP i wapnia. Cytryny wzmacniają odporność i wspomagają pracę układu pokarmowego.
  3. burak- zawierają makro- i mikroelementy, witaminę C i B1, wapno,magnez potas. Mają działanie odkwaszające organizm i powodują wzrost czerwonych ciałek.
  4. marchew- bogate źródło witamin i mikroelementów. Zawiera beta-karoten, czyli prowitaminę A, która jest silnym przeciwutleniaczem, poprawia wzrok i chroni organizm przed wirusami i bakteriami. Dodatkowo dzięki zawartości witamin z grupy B, a także witaminom: PP, K i C, żelaza, fosforu, potasu, wapnia, cynku, magnezu, miedzi poprawia wygląd cery, włosów, paznokci i sylwetki.









Tradycyjnie składniki dokładnie szorujemy. Cytrynę obieramy ze skóry. Następnie składniki wędrują do wyciskarki/sokowirówki i voila!

Pamiętajmy, że proporcje zależą od indywidualnych upodobań smakowych. Ja używam więcej cytryny, zwyczajnie lubię kwaśny smak :) Natomiast buraka dałam tylko jednego, bo nadal przyzwyczajam się do jego smaku.



Produkt finalny:)


niedziela, 10 lutego 2013

Spirulinowa maseczka i mania wcierania!

Miało być w tym miesiącu o maseczkach:) Oto ona: maseczka ze spiruliną ;)





Być może nie wygląda zachęcająco, ale działa fantastycznie. Idealnie wygładza i koi. Uwielbiam ją za przyspieszanie gojenia zmian :) Wulkany zwyczajnie szybciej po niej znikają. Przez jakiś czas zupełnie zapomniałam o spirulinie, ale jak zwykle wracam do jej używania z podkulonym ogonem.



Do wykonania potrzebujemy:



  • spirulina - 2 łyżeczki*
  • peeling ze skały wulkanicznej - 1 łyżeczka
  • olej arganowy - 1 łyżeczka
  • kolagen i elastyna - 2/3 krople
  • woda - do uzyskania pożądanej konsystencji, czyli gęstej masy



*mówiąc o łyżeczce nam na myśli zwyczajną łyżeczkę do herbaty

Wszystkie składniki mieszamy ze sobą do uzyskania pożądanej konsystencji gęstej masy. Trzymamy na twarzy ok 20 min. Często spryskuję twarz hydrolatem, kiedy maska wysycha mi na twarzy. Całość zmywamy letnią wodą. Warto jest zmywać maseczki algowe pod prysznicem, przez co unikniemy zielonych plamek w całej łazience.

Spirulina, znienawidzona przez niektórych za swój rybi zapach, jest bogatym źródłem witamin i minerałów. Szczerze mówiąc mi zapach zupełnie nie przeszkadza,faktycznie jest troszkę dziwny, ale łatwo się do niego przyzwyczaić. 



Jak czytamy na zsk: "spirulina intensywnie nawilża wysuszoną i zmęczoną skórę całego ciała, powodując zadziwiające efekty już po pierwszym zastosowaniu
  • odżywia i ujędrnia
  • poprawia wygląd i koloryt skóry
  • likwiduje trądzik oraz zmiany skórne spowodowane trądzikiem
  • likwiduje niepożądane wypryski przebarwienia oraz zaczerwienienia
  • przynosi ukojenie popękanej i łuszczącej się skórze
  • wspomaga likwidację cellulitis
Spirulina działa na skórę jak serum,  które maksymalnie i natychmiast po kuracji poprawia ukrwienie, reguluje czynności gruczołów łojowych, poprawia koloryt skóry oraz jej wygląd, co zauważalne jest niemalże natychmiast. Przy tym pomaga regulować równowagę równowagę kwasowo – zasadową, dzięki czemu cera staje się elastyczna. Wzmacnia naczynia krwionośne, chroniąc je przed pękaniem.
Spirulina nie tylko skutecznie zapobiega powstawanie na skórze znienawidzonych cienkich czerwonych „pajączków” ale również wzmacnia płaszcz wodni-lipidowy skóry, który chroni ją przed szkodliwym wpływem środowiska. Zawarty w tym produkcie kwas alginowy oczyszcza tkanki z produktów przemiany materii.
Dzięki właściwością odżywczym i ściągającym pory, maseczka z alg nakładana jest np. po zabiegach oczyszczających skórę lub do zabiegów mających na celu maksymalne odżywienie skóry."


Kolejnym składnikiem jest peeling ze skały wulkanicznej, który ,dzięki delikatnemu masażowi podczas zmywania maseczki, usuwa martwy naskórek. Co więcej, przez jego dodanie otrzymujemy 2w1 dla leniuszków ;)


Dziś dołączyłam do akcji  Anwen Mania wcierania.


źrodło

Pomiędzy 10.02 a 6.03 będę wcierać Jantar. Akcja ma na celu motywowanie do użycia wcierek, ale także udokumentowanie działania poszczególnych preparatów.


włosny z rana, wyschły same, bez czesania

Moje pasemko kontrolne ma 26 cm, a odrost 11mm. 


czwartek, 7 lutego 2013

tłusty czwartek....nie napewno nie idzie w biodra!

W związku z tym , że nie zgadzam się z powszechnym stwierdzeniem, jakoby pączki szły w biodra. Wszem i wobec ogłaszam, że idą w biust!!!

Teoria może być wyśmiewana, jednakże została potwierdzona przeze mnie i moje koleżanki ;) A przynajmniej tak się rok rocznie przekonujemy :)

Zdecydowanie pofolgowanie sobie w ten wspaniały dzień, nie może wyrządzić szkody!

http://smacznapyza.blogspot.com/2012/01/najlepsze-paczki-domowe.html


... spójrzcie, jak można demonizować takie piękności!!!

Słodkości słodkościami, ale w tym roku zależało mi na czasie. Z pomocą przyszedł oczywiście internet :D

Dziś w menu OSZUKANE PĄCZKI ;)



Przepis zaczerpnięty od Magdy. Ja oczywiście robiłam z podwójnej porcji :)

Składniki:
  1. jajko
  2. szklanka mąki ( pojemność 250 ml)
  3. serek homogenizowany
  4. ekstrakt waniliowy  ( ok łyżeczki)
  5. olej do smażenia

Jajko, serek i ekstrakt dokładnie mieszamy ze sobą. Ja dodałam jeszcze szczyptę soli, w sumie jest to kwestia przyzwyczajenia, zdecydowanie punkt nieobowiązkowy.

Do mikstury dodajemy mąkę i dokładnie mieszamy. Powinniśmy otrzymać w miarę gęste ciasto. Moje oczywiście było bardzo gęste, więc dodałam odrobinę wody. Zupełnie nie wiem jak to robię, że zawsze wychodzi mi jakoś inaczej niż w przepisie :/

Na rozgrzany olej "kładziemy" porcje ciasta. Najwygodniejsza jest łyżeczka od herbaty, ułatwia formowanie małych pączuszków.

O takich :)


 Pyszne, mięciutkie, czego chcieć więcej?

 Smacznego!


środa, 6 lutego 2013

tymczasem w kuchni....

....coś pichcę, coś podpiekam....



....tak wiem, nie wygląda to najbardziej zachęcająco:) Mam nadzieję, że smakować będzie lepiej.



CDN jutro

wtorek, 5 lutego 2013