czwartek, 14 listopada 2013

Essie... opierałam się długo, ale przepadłam z kretesem!



Lakiery Essie nie były mi zupełnie nieznane. Słyszałam o nich tu i tam, przewijają się na łamach internetu od dawna. Jednak zawsze podchodziłam do nich z dużą dozą rezerwy, bo cena, bo  z pewnością przereklamowane, bo na moich paznokciach nic prócz hybrydy się nie utrzyma.

Ale ślepym i głuchym na zachwyty publiki nie można być wiecznie! Żeby nie było, Essie postanowiłam sprezentować mojej mamie. Mama jest moim niedoścignionym paznokciowym wzorem, no dobrze nie tylko paznokciowym, ale o pazurach dziś mowa.

wtorek, 12 listopada 2013

Avon Mega Effects Mascara update

M: czy jesteś zadowolona z tuszu do rzęs Avon Mega Effects Mascara?
ja:......... yyyyyyy. Niech zgadnę... nie napisałam o tym? :/

Ależ oczywiście, że nie napisałam o tym. Wyszedł mój słomiany zapał, jak zawsze. Ale..ale na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle: nic wyjątkowo pochlebnego do powiedzenia nie miałam. A przecież zasada głosi: nie masz nic miłego do powiedzenia, to się nie odzywaj. Zasada bez żalu zostanie złamana, bo padają dodatkowe pytania od publiki x)

Pamiętacie o czym w ogóle mowa? Dla przypomnienia dokładnego wyglądu można zerknąć tutaj


poniedziałek, 11 listopada 2013

Magiczna niedziela, czyli o świecowaniu w Ploteczkarni

Ostatnie wieczory umila mi nowa świeczka. Czas przy niej spędzony jest tym przyjemniejszy, że świeczkę wykonałam własnoręcznie :)




Dziś opowiem Wam jak nabyłam nową umiejętność! Niedawno nauczyłam się robić świece! Wszystkich sportowych zapaleńców proszę o spokój, bo mam na myśli tradycyjne domowe świeczki, jak na załączonym (powyżej ;) obrazku widać.

wtorek, 15 października 2013

Gofry dyniowe

Moja piękna dynia została pokonana :) Dla przypomnienia..... ważyła 15kg:)



Poćwiartowana, pokrojona na kostkę, zmielona czekała na kucharską inwencję twórczą, która przyszła niemal natychmiast!

poniedziałek, 14 października 2013

Poniedziałkowa motywacja

Od dłuższego czasu już staram się uporządkować chaos jaki mnie otacza. Wciąż nie odniosłam sukcesu, ale pocieszam się, że jestem na dobrej drodze ;)
Mimo, że dziś poniedziałek humor mi dopisuje. Dostałam drobniutki prezent ;)






Dynia waży 15kg!
I wygląda komicznie-strasznie ;)

 R. dziękuję :*
Będzie się pichcić :D


Po co się demotywować jak dynia czeka :D

czwartek, 26 września 2013

rzęsy na "sterydach"- 60 dni z Xlash


Dziś będzie o efektach po 60 dniach z Xlash. Post miał się pojawić w ubiegłym tygodniu, bo właściwie wtedy stuknęło mi 60 z rzeczoną odżywką. Wpis pojawia się dziś, ale zdjęcia zostały zrobione w piątek 20.09, czyli dokładnie po 60 dniach po rozpoczęciu kuracji.

czwartek, 19 września 2013

małe szczęścia

Do eksperymentu przekonała mnie chwila. Chwila, która uświadomiła mi jak często nie doceniam codzienności i jej piękna. 
Buszując po sieci natknęłam się na świetną blogerkę Alinę z design your life, która idąc za przykładem innego blogera (wpis tutaj), postanowiła przez ponad 4 tygodnie zapisywać rzeczy, które sprawiały jej radość bądź satysfakcję.

Zainspirowana ich efektami, postanowiłam podjąć 30 dniowe wyzwanie i przeprowadzić eksperyment na sobie.

poniedziałek, 16 września 2013

czwartek, 12 września 2013

ulubieńcy lata

Skąd wiem, że lato odchodzi? Poza oczywistą zmianą pogody, zmieniają się potrzeby mojego ciała.
Do łask wracają skarpetki ( jestem potwornym zmarzluchem), a ulubiony krem przestaje mieć odpowiedni kolor. Spędzam więcej czasu robiąc poranny makijaż i komplementując garderobę.

 Dziś przedstawię wam moich niekwestionowanych ulubieńców lata 2013 :) Dzięki nim lato było przyjemne.


1. Krem tonujący z filtrem


Kosmetyki z filtrem Uriage poznałam rok temu i polubiłam na tyle by do nich wrócić. Tegoroczne lato wysmarowałam kremem tonującym z SPF 50 w kolorze opalony beż, który wcale nie był ciemny.
  • łatwa aplikacja
  • wyrównuje cerę
  • dobrze nawilża- nie potrzebowałam dodatkowego kremu nawilżającego
  • oprószony pudrem zostaje na skórze przez cały dzień
  • nie zapycha
  • ma przyjemny zapach
  • kryje całkiem przyzwoicie, ale nie ma się co oszukiwać, że zakryje wszystkie niedoskonałości. Do mocno zaczerwienionych zmian potrzebne jest wspomaganie w postaci korektora.
  • właściwie.... nie widzę słabych stron :)
  • idealnie zastępował mi podkład

2. Korektor  pod oczy- Golden Rose Liquid Concealer

Cudownie długie poranki spędzone w łóżku, słońce i relaksująca atmosfera sprawiły, że moje cienie pod oczami zminimalizowały się :)
Potrzebowałam tylko odrobinki korektora, żeby odświeżyć spojrzenie. Korektor Golden Rose jest bardzo dobry by zakryć niewielkie cienie pod oczami i zakryć niewielkie zmiany.

3. Zwiewne spódnice/sukienki

Nie wyobrażam sobie gorącego lata bez zwiewnych sukienek. Piszę to ubrana w bluzę i długie spodnie...już mi brak ciepła :(

4. Japonki/sandałki

 Przewiewnie, wygodnie i ładnie przy okazji. 3 w 1nym bardzo do mnie przemawia.



Lista nie jest długa, bo też pora roku sprzyja minimalizmowi kosmetycznemu i garderobianemu :)
Uwielbiam stosować zasadę mniej znaczy więcej :)

A jacy są Wasi ulubieńcy lata?



poniedziałek, 9 września 2013

poniedziałkowa (de)motywacja



Poniedziałek mnie zmiażdżył :(
Z impetem przyłożył nieporozumieniami, pretensjami i sprawami na wczoraj.
Ech witaj kolejny tygodniu pracy i.............pryszczu na brodzie :/

wtorek, 3 września 2013

to nie jest mój dzień

Postanowiłam sobie ponarzekać :/ Dziś wrogiem numer jeden okazała się bankowość elektroniczna!!!
czemu system nie współpracuje?! czemu nie chce zaksięgować przelewu?!
Co za obłęd!

Oficjalnie! bankowość elektroniczna postanowiła pokazać co o mnie myśli..... ma mnie w głębokim poważaniu:/

Założenie jest piękne, bo mogłabym załatwić wszystko w zaciszu domu.






Ale oczywiście nie może wszystko działać tak jak powinno!!!!!!!!!!!!!!
XXI wiek... a ja i tak muszę iść do oddziału banku :/






wtorek, 27 sierpnia 2013

Khadi olejek przyspieszający porost włosów- 14 dni później

O oleju Khadi pisałam kilka dni temu tutaj, doskonale zdaję sobie sprawę, że stosowanie produktu przez 14 dni nie upoważnia mnie do wystawianiu mu recenzji. Stąd spieszę ze sprostowaniem: dzisiejszy post to innego jak pierwsze wrażenie. Obserwacje wciąż trwają!

Stosowanie: olej stosowałam przed każdym myciem, tzn do tej pory 6 razy. Przeważnie zostawiałam go na ok 2 godziny, raz zdarzyło mi się na całą noc. Nie zauważyłam, żeby dłuższe pozostawienie go na kudełkach dawało lepsze/gorsze rezultaty.


Zapach: ciężki zapach z wyraźną nutą pieprzu, zdecydowanie do zniesienia

Czym zmywam:  Radical jest dobry na wszystko, zdecydowanie sprawdza się przy zmywaniu Khadiego :) Jednak chciałam spróbować czegoś lżejszego. Dobrze radzi sobie Łopian Większy z Green Pharmacy, ale przy pomocy Babydream fur Mama. Pierwsze mycie Łopianem, drugie Babydream, które zostawiam na włosach na czas porównywalny do czasu mycia zębów ;)

Wypadanie włosów: Od razu chciałam zaznaczyć, że nie mam problemu z  wypadaniem włosów, poradziłam sobie z tym za pomocą Sesy ( recenzja wciąż w fazie produkcji). Khadi nie spowodował u mnie wzmożonego wypadania. Fakt, podczas masażu skóry głowy, kudełki wypadają trochę intensywniej, ale uważam to za normalne.


Przyrost obrazują fotki poniżej. Zdjęcie :przed" zrobione w słabym świetle, przepraszam.( Jestem początkująca ;)
Odrost przed kuracją miał ok 9mm, po 14 dniach 17mm. Daje mi to przyrost 8mm w 14 dni!!!

W przypadku moich włosów to sukces!!!!!





Opakowanie: plastikowa butelka, wygodna w użyciu 

Dostępność: http://www.helfy.pl/
                                http://naturbox.pl/

Podsumowanie: Moje włosy pokochały olej Khadi. Zauważyłam zwiększony przyrost, który mam nadzieję dopiero się rozkręca :)))
Kurację będę kontynuować- przez kolejne 14dni przed każdym myciem.
Tym razem pomiar przyrostu będzie łatwiejszy bo włosy są "świeżo malowane" ;)

A jak wasze wrażenia?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

poniedziałkowa (de)motywacja



Zdjęcie idealnie ilustruje moją minę o 6 rano, kiedy to zostałam brutalnie obudzona, żeby......pracować!!!!

Nie mam pojęcia gdzie podziała się niedziela....bo spędziłam ją przy kompie, robiąc rzeczy mało przyjemne- pracując :/






Aktualna lokalizacja mojego stanu umysłu.

 



Nuta na dziś!


pzdr dla wszystkich współcierpiących!

niedziela, 25 sierpnia 2013

Avon Mega effects mascara- kosmiczna maskara

Już jest! Przyjechał do mnie i.... naprawdę wygląda kosmicznie ;) 

AVON Mega effects mascara


źródłó




I naprawdę wygląda kosmicznie :) 


 
żródłó   


Fazę testów uważam za rozpoczętą!

czwartek, 22 sierpnia 2013

KHADI olejek stymulujący wzrost włosów

Niemal chciałabym zaśpiewać "wszyscy mają Khadi, mam i ja".

helfy


Naczytałam się o nim tak wiele, że mam wrażenie jest niemalże cudem na Wisłą. Po długim powstrzymywaniu się i ciągłej pamięci o projekcie denko ( damn it!), postanowiłam przywieźć go z wakacyjnej wyprawy w formie pamiątki. To przecież nie są zwykłe zakupy, prawda?????
Nawet mój partner był pod wrażeniem, jak bardzo potrafię usprawiedliwić się przed sobą samą x)

Tak czy owak, jest ze mną i jestem w trakcie testów, ale o tym będę mogła powiedzieć później.
Głównym powodem do zakupu Khadiego jest oczywiście chęć zapuszczenia włosów :) A moje włosy są....hmmm odrobinę oporne za wzrost.

Zwyczajny przyrost miesięczny moich włosów to ok 1cm. Niestety, nie pomógł Jantar, a miało być tak pięknie :( Wiem, że niektóre kudełki nie reagują na specyfiki, ale postanawiam próbować! Bo sieć aż ugina się pod dowodami skuteczności tego olejku.
wpis u kaminkowej
wpis u NieAnonikowejKosmetoholiczki

Zapach: są tacy co twierdzą, że cuchnie, ale nie zgadzam się z nimi. Pachnie ciężko, z przewagą w stronę pieprzu. Średnio intensywnie, a zdecydowanie nie tak intensywnie jak Sesa. Zapach szybko ulatnia się z włosów. Pomyślę nad zostawieniem go na włosach na całą noc.

Stosowanie: Olej stosuję przed każdym myciem, tzn 2-3 razy w tygodniu.


Skład: Sesamum Indicum Oil (Sesamol), Cocos Nucifera Oil (Kokosnubol), Ricinus Communis Oil (Castrol), Eclipta Alba (Bringaraj), Bacopa Monnieri (Brahmi ), Rosmarinus Officinalis Oil (Rosmarin), Citrullus Colycynthis (Koloquinthe), Sida Cordifolia (Bala), Butea Monosperma (Palasa), Gunja Abrus Precatorius (Gunja), Trigonella Foenum Graecum (Bockshornklee), Daucus Carota Oil (Karottenol), Cinnamomum Camphora (Kampfer), Vinca Rosea (Immergrun), Lanalool**, Limonene** - otrzymane z naturalnych olejków eterycznych


 Kto testuje ze mną?

pzdr i dużego przyrostu włosów wszystkim życzę ;)

wtorek, 20 sierpnia 2013

rzęsy w płynie? 30 dni z Xlash

Pamiętam zdarzenie z przed kilku miesięcy kiedy to zapomniałam pomalować rzęsy.
Hmmmm...taaaakk.... nie wiem jak to zrobiłam, ale stało się. Zapomniałam :) Pomroczność jasna, czy ciemna, senność czy coś innego ;) Kiedy to odkryłam w pracy, poczułam się naga, niewyraźna, trochę niekompletna.

Zaskoczyło mnie, że rzęsy są bardzo ważnym dla mnie elementem twarzy i zawsze chciałam, żeby były gęste, długie i mocne. Jak w książkach czy reklamach, takie jak "wachlarze" ;)

Kiedyś, baaardzo dawno temu, wierzyłam w reklamy, pokazujące cud specyfiki, tzn. tusze, które miały wydłużyć rzęsy do samego nieba. Potem dorosłam, zapoznałam się ze sztucznymi rzęsami, photoshopem i czar reklam prysł. A ja mogłam spokojnie zakceptować swoje rzęsy, które złe nie są. Powiem więcej, są całkiem fajne.

Jednak kiedy sieć zalały wieści o fantastycznie działających odżywkach do rzęs. Znów podeszłam do całego konceptu z dużą dozą rezerwy i postanowiłam poczekać na rozwój wypadków. Ale kuszenie powróciło.

Do tej pory miałam znikome doświadczenie z odżywkami do rzęs. Kiedyś stosowałam Regenerujący krem do rzęs firmy L`Biotica ( więcej info tutaj), ale efektów nie było więc się zniechęciłam. Pozostały kosmetyk oddałam mamie, w myśl, że skoro na mnie nie działa, na kogoś innego może. Niestety, nie zauważyła nic poza miękkością rzęs, żadnego wzrostu.

Później postanowiłam traktować rzęsy olejkiem rycynowym. Metoda stara jak świat, wymaga dużo systematyczności i cierpliwości. Niestety, niezależnie od rodzaju aplikacji, rano miałam podrażnione oczy. I olejek rycynowy poszedł w odstawkę.

Jako, że najbardziej interesowały mnie odżywki z naturalnym składem,  do sprawy podchodziłam z rezerwą: chciałabym i boję się. Dopiero kiedy bliska koleżanka pochwaliła się nabytkiem i na żywo podziwiałam efekty jej kuracji, postanowiłam spróbować. 

Wybór padł na :

 Skład

AquaFolium Isatidis Extract
Nigella Sativa Extract
Cacumen Platycladi Extract
Terminalia chebula extract
Polygonum multiflorum extract
Corallium japonicum Kishinouye Extract

Działanie wg producenta  

źródło

Ekstrakt z liści Folium Isatidis dzięki zawartości polisacharydów  i aminokwasów sprawia, że rzęsy są grubsze, dłuższe i ciemniejsze.
Ekstrakt z ziela Cacumen Platycladi wspomaga wzrost nowych rzęs.
Ekstrakt z Nigella sativa zawiera naturalną melaninę roślinną, sprawia że rzęsy są grubsze i ciemniejsze.
Owoce Fructus Chebulae wzmacnia cebulki włosów.
Wyciąg z koralowca aktywuje mieszki włosowe wpływając na wzrost rzęs.

Stosowanie

Xlash stosuje się codziennie, najlepiej wieczorem. Aplikator to nic innego, jak bardzo cienki pędzelek od eyelinera, którym nakładamy produkt na górną powiekę, tuż przy linii rzęs. Podczas snu specyfik ma się przedostać na dolne rzęsy, również je odżywiając.
Zalecane jest stosowanie Xlash przez ok 12 tygodni, żeby osiągnąć pełen efekt. Jednak pierwsze efekty powinny pojawić się już po 3-4 tygodniach stosowania.


Koszt

Tutaj najbardziej boli. 3ml produktu kosztują 199zł.

 

Efekty

Odżywkę stosuję ok 30 dni. Nie zauważyłam podrażnienia, pieczenia ani swędzenia powiek czy oczu.
 Zdjęcia przedstawiają rzęsy bez jakichkolwiek kosmetyków.



rzęsy przed "kuracją"
po 30 dniach stosowania Xlash
Efekt po 30 dniach jest subtelny. Rzęsy zdecydowania są czarniejsze i pojawiają się naprawdę długie okazy. Powoli zyskują na gęstości.
Różnica jest szczególnie widoczna po pomalowaniu tuszem.

Zużycie: wciąż nie skończyłam pierwszego opakowania.
 
Kolejny update za miesiąc.

A Wy stosujecie odżywki do rzęs?


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Spirulinowy smoothie- śniadanie mistrzów

O spirulinie pisałam już tutaj (klik). Przez wtajemniczonych zwana jest płynnym żeń szeniem albo zielonym złotem, albo prościej superfood.

Spirulina to nic innego jak wysuszona alga, której oryginalny wygląd przedstawia się tak:



źródło
Tak, wiem :) nie wygląda zachwycająco ani apetycznie. Jednak, warto dać jej szansę ;)

 

Kolor  

Algi mają kolor ciemnozielony, czasem wpadający w niebieski.

 

Zapach

Kwestia zapachu jest trudna dla wielu użytkowników spiruliny i zdania są podzielone. Zwolennicy twierdzą, że pachną morzem, owocami morza, a woń nie jest drażniąca. Przeciwnicy, nie bawiąc się w uprzejmości, jasno określają, że algi mają silny rybi zapach, który jest trudny do zniesienia.

Ja zdecydowanie należę do zwolenników. Morska woń jest wyczuwalna, ale mi nie przeszkadza.

Smak

Mimo, iż zapach alg nie stanowi dla mnie problemu, miałam pewne obawy związane ze smakiem. Szukając informacji w sieci znów natrafiłam na sprzeczne informacje. Jedni twierdzą, że smaku nie ma, inni, że smak jest okropny i trzeba go zniwelować dodatkami.

W smoothie praktycznie nie czułam zmiany smaku. No może odrobinę, ale mogę powiedzieć, żeby mi nie smakował. Zwyczajnie był inny, ale nadal smaczny.

 

Dzienna dawka

 Źródła podają różne dawki, które wahają pomiędzy 1 a 10g. Łyżeczka od herbaty to średnio 5g i taką dawkę postanowiłam stosować.

 

Czym się wszyscy zachwycają?

Spirulina jest bogatym źródłem witamin i minerałów, które są niezbędne do funkcjonowania organizmu. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w ponad 60% składa się z łatwo przyswajalnego białka.

Dokładną analizę składu spiruliny znajdziesz tutaj

Alga wspomaga:
  • obniżenie ciśnienia krwi
  • kontrolowanie wagi
  • włosy, skórę i paznokcie
  • oczyszczanie organizmu
  • system immunologiczny
  • odbudowę systemu nerwowego
  • więcej można przeczytać tutaj

Sposób przygotowania

Spirulinę można dodawać do koktajli, przecierów, jogurtów, kefirów, wody,itd. Temperatura potrawy nie ma znaczenia. Wystarczy dodać i dokładnie zamieszać.
Można też zażyć wymierzoną dawkę i obficie popić wodą. Przyznam, że na razie brak mi odwagi :)

 

Smoothie ze spiruliną

 

 

  • banany ( w moim przypadku 3)
  • ok 100g borówek amerykańskich
  • ok 5g spiruliny

Wszystkie składniki  blendujemy i gotowe!
Smacznego!














poniedziałkowa motywacja

Zaskakujące, że znów mamy poniedziałek :) Czas jakoś szybciej leci jak pogoda jest ładna, a świat przyjemny.

Dziś do porannego wstania zmotywował mnie pies, który przebywa u mnie na wakacjach. Zabawnie to brzmi, ale psiak jest na urlopie tak samo jak jego właściciele. Po 30 min spacerze czułam się naprawdę zrelaksowana, a w mojej głowie było mniej więcej to:





Może to spokój, który mnie ogarnął, może coś innego, ale dziś postanowiłam zrobić coś o czym myślałam od bardzo dawna... postanowiłam spróbować spiruliny. Tak, tak.... spróbować w sensie skosztować, posmakować, użyć w celach spożywczych, zjeść:) Ale o tym następnym razem.






Miłego poniedziałku!

wtorek, 13 sierpnia 2013

skarpetkowa fryzura

Od jakiegoś czasu w rozmowach z koleżankami rozwodzę się na temat skarpetkowej fryzury. Niby nie jest nowością, ale często spotykam się z podejrzliwą reakcją moich rozmówczyń.

Wtedy tłumaczę, że używam skarpetki do stworzenia koka na czubku głowy i idę zadowolona spać :) Po czym rano rozwijam włosy i mam fale/loki, w zależności od humoru kudełków. Kilka poprawek, jakiś lakier, ewentualnie lokówka na przednich kosmykach i jestem gotowa do wyjścia, bo włosy właściwie same się zrobiły, a użycie ciepła na włosach znikome. Uwielbiam tę metodę kręcenia włosów, bo:
  • jest łatwa
  • nie wymaga specjalistycznego sprzętu
  • nie używamy ciepła na włosach
  • zabezpiecza włosy przed zniszczeniami- ja koszmarnie wiercę się podczas snu, gdy zostawiam je rozpuszczone, rano są bardzo potargane :/
  • robi LOKI! sama! i nie trzeba wcześniej wstawać, żeby się prezentować ładnie przed resztą świata ;)





Wprawieni w robieniu koka na skarpetce prezentują się nieziemsko. Ba! często też wychodzą ze skarpetką na głowie z domu i nikt o tym nie wie :)
Ja jednak wyglądam wtedy odrobinę komicznie, bo krótsze włosy wychodzą z tyłu. Ale w moim przypadku to fryz do spania/ domowy, a nie na konkurs piękności czy Oskary :)


Jedyne czego potrzebujemy to skarpetka. Długość/ rozmiar skarpety jest dowolny, ale warto pamiętać, że:
  • krótka skarpetka ( stopka) = mały, zwarty kok= bardziej zdefiniowane fale
  • długa skarpetka= duży, bardziej mięsisty kok= luźniejsze fale
Wykonanie jest banalnie proste, a internet jest pełen tutoriali.

zszywka

Dla wszystkich, którzy wolą prezentacje na żywo, proponuję video Wendy.





Aktualnie siedzę ze skarpetkowym kokiem na głowie i już nie mogę się doczekać jutrzejszych loków.
Sposób polecam wszystkim, którzy starają się ograniczyć użycie ciepła na włosach.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

poniedziałkowa motywacja

Oficjalnie wróciłam z wakacyjnych wojaży. Sama nie wiem, czy jestem wypoczęta, ale zdecydowanie wyspałam się.
Tak na marginesie, złamanie pogody sprawiło, że pociągam nosem i pobolewa mnie gardło, ale to nic! Bo otacza mnie urocza cisza i prawie skończony remont ;)

Prawie, bo salon bije po oczach niedomalowanymi ścianami. Na tym etapie bardziej mnie to bawi niż drażni. Kiedyś byłam świadkiem jak moi rodzice poświęcali wolne dni na "odgruzowywanie" mieszkania. W efekcie po urlopie byli jeszcze bardziej wykończeni. Stąd też decyzja, żeby bez żalu porzucić wałki malarskie i wyjechać, zmienić klimat, i podładować baterie.

Odłożone na później obowiązki niestety nie zniknęły :/ Nadal wiszą nade mną. Ale staram się stawić im czoło ze spokojem, bo wiem, że ..... :)





Btw, pewna wiadomość rozbawiła mnie do łez. Podczas wakacyjnych wojaży kontakt z siecią miałam znikomy- w myśl zasady: im mniej informacji, tym większy relaks. Ranek, spędzony z herbatą w dłoni, postanowiłam poświęcić na nadrabianie zaległości internetowych. Natrafiłam na info o wypuszczeniu na rynek  zdrowej Coca -Coli....... hmmmmm to ja się pomyliłam czy oni?!

Nowy produkt nosi nazwę Coca-Cola Life i ma zielone opakowanie, że niby takie zdrowe.... serio?!

Producent twierdzi, że zawiera 60% mniej kalorii niż tradycyjna Cola. Co więcej, jest słodzony stewią  i cukrem, bo zdrowiej.

Osłabiona jestem, tym bardziej, że osobiście znam osoby, który na całą tę farsę by się nabrały! Produkt niedostępny w Polsce, na szczęście!

Miłego poniedziałku!



czwartek, 18 lipca 2013

urocze przedpołudnie

Zaskakujące jak poranne wstawanie może pozytywnie nastroić do reszty dnia ;) Jestem na urlopie.... wysypiam się za ostatnie 10 miesięcy i za te przyszłe też :)

Od rana nawiedził mnie pan kurier, wypatrywany od kilku dni. Ze szczególnym naciskiem na WYPATRYWANY! Paczka opóźniona tylko 3 dni :/ Ale w tej paczce, a raczej cała ta paka to nowiutki materac do nowiutkiej sypialni :D Stąd moje ogólne zniecierpliwienie opieszałością firmy kurierskiej!
Tak czy owak, wymęczony dźwiganiem pan kurier dostarczył wreszcie sprężynowe cudeńko.

Poranek umila mi ulubiony soundtrack z "Alicji w krainie czarów", chyba nigdy mi się nie znudzi :)




Dodatkowymi smaczkami są internetowe pogaduchy :) ( M., O. -dzięki za umilenie dnia i ogromną dawkę śmiechu ;) i czekolada na śniadanie. Tak dokładnie czekoladowa bomba.


Do wykonania wystarczą:
  • 4 wcześniej zamrożone banany
  • łyżka kakao
  • 1/2 do całej szklanki wody
Wszystkie składniki blendujemy i już po chwili możemy bezkarnie delektować się  smakiem czekolady :)



smacznego i miłego dnia!


środa, 17 lipca 2013

żarłoczna środa- szpinak pod truskawkową kołderką

Oficjalnie jestem z siebie szaleńczo zadowolona :)

Zmusiłam partnera- zaprzysiężonego mięsożercę, mającego problemy z jedzeniem zieleniny- do zjedzenia sałatki i..... nawet nie marudził!

Poszłam  na kompromis i dodałam sałatę lodową, jakoś średnio za nią przepadam. Za to kocham szpinak pod każdą postacią, w przeciwieństwie do mojego partnera. Okazało się, że połączenie tych smaków smakuje obojgu :)





Szpinak pod truskawkową kołderką

* ilości podane są orientacyjne,  zachęcam do dostosowania do własnego smaku :)
  • szpinak (ok 300 gram)
  • sałata lodowa ( pół główki)
  • truskawki ( ok 500 gram)
  • pół cebuli ( idealnie jakby była czerwona, ale ja miałam biała i też dała radę ;)
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 2 łyżki oliwy
  • sok z 1/2 cytryny
  • sól
  • pieprz

Szpinak i sałatę lodową myjemy, szatkujemy i przekładamy do naczynia.

Truskawki pozbawiamy szypułek i kroimy na mniejsze kawałki: ćwiartki, ósemki, połówki- jak kto woli! Watro jest zostawić część truskawek do końcowej dekoracji.

Cebulę kroimy w piórka bądź kostkę i przekładamy do naczynia.

Przygotowanie sosu jest banalne: łączymy oliwę, ocet, sok z cytryny, sól i pieprz. Ważne jest dokładne połączenie składników.

Całość mieszamy w naczyniu, obficie polewamy sosem, odstawiamy na kilka minut, żeby smaki się przegryzły, dekorujemy pozostałymi truskawkami i voila!




Smacznego!

poniedziałek, 15 lipca 2013

poniedziałkowa motywacja

Miniony tydzień upłynął pod znakiem podróży ( piękny Lublin!) i .... sprzątania, czyli remontu ciąg dalszy.

Kuchnia powoli zaczyna przypominać pomieszczenie, w którym będzie można przygotować coś do jedzenia.
Całe szczęście, bo mam niedobór herbaty :/
Ściany są uroczo chałwowe, stół biały, tzn idzie ku dobremu. Jednakże, zostało jeszcze "troszkę do zrobienia".

Poranek przywitał mnie widokiem podobnym do tego:




Mimo nienawiści do sprzątania, zresztą jak to jest, że w wyobraźni porządki są szybkie i mało problematyczne?!
Btw sama sobie ten remoncik wymysliłam... !
Bałagan czas posprzątać.
Czego się nie robi dla zaspokojenia najważniejszej potrzeby!
Jeszcze kilka chwil i będę mogła:




W przerwie od mycia, szorowania, przekładania, przecierania, układania i tym podobnych, uśmiech na moją twarz przywróciło to:





Dziś zdecydowanie lepiej wyglądał będzie mój dom ;)

poniedziałek, 8 lipca 2013

poniedziałkowa motywacja

Biję się z myślami....

Niby decyzja została podjęta, ale nieostatecznie....

Nie bardzo wiem co zrobić z tym zwątpieniem, które pojawia się za każdym razem, kiedy myślę, że wszystko już jakoś poskładałam.....







Chociaż z drugiej strony....... jak to mówią anglojęzyczni 

 come what may  ;)

sobota, 6 lipca 2013

człowiek nigdy nie jest bezpieczny

Mama: Dziecko, mam tutaj krem. Używam jakiś czas....
Ja: I jak?
Mama: No niby dobrze, ale chciałabym wiedzieć czym tak naprawdę się maziam :)
Ja: Tak?
Mama: Poczytaj co on w sobie ma.
Ja: Mamo, ale ja słaba z tego jestem. Wiesz mocno początkująca.
Mama: No już nie bądź taka skromna. Usiądź przed komputerem i odczaruj skład.



...człowiek nigdy nie jest bezpieczny. Ale czego się nie robi dla Mamusi:*



źródło

czwartek, 4 lipca 2013

Pięknie dziś wyglądasz!

Niby nic, a poprawia humor i uskrzydla!


 


Wg badań firmy Dove tylko 4% kobiet na świecie uważa się za piękne


Jakie to smutne!


Po obejrzeniu reklamy, łza zakręciła mi się w oku. Tak niewiele trzeba, by poprawić komuś humor, pomóc mu w walce z kompleksami. Komplementy od obcych zawsze wdają mi się bardziej prawdziwe, niż te od bliskich. Obcy nie muszą być mili ;) Dlatego też chciałam Wam powiedzieć:



Jesteście piękne/ piękni!*

 nie zapominajcie o tym!




*NIEZALEŻNIE OD TEGO CZY WAS ZNAM CZY NIE!



środa, 3 lipca 2013

gdzie podziała się poniedziałkowa motywacja?!

Poniedziałek minął....za szybko! Zły nie był...no przynajmniej nie koszmarnie tragiczny.

Ale z niewyjaśnionych do tej pory przyczyn, życie znów mnie męczy.

hmmm nie wydaje mi się, żeby miało to związek z  powolnie poruszającym się remontem albo pokręconymi sytuacjami zawodowymi albo organizmem, który nie chce ze mną współpracować! Czuje urlop i nagle przypomina sobie jaki jest wycieńczony, postanawiając pokazać mi z jakimi przeciwnościami sobie dawał radę, a teraz odpuszcza, bo urlop ma !


Nevermind!


Mam czereśnie w domu. Zjem i będę udawać, że nic się nie stało.





Dla wszystkich, którzy pomimo lata, mają zszargane nerwy.

Czereśnie są zdrowe ;)

.... smaczne....

.... dobrze działają na skórę......

..i resztę organizmu....

a poza tym....

to przecież nie ich wina, że ktoś Wam popsuł humor...

...nie warto mścić się na czereśniach i ich nie jeść....

...sezon na nie tak szybko się kończy;)

czwartek, 27 czerwca 2013

skoro wiem, że nie działa...czemu kupuję?

Zastanawiam się czasem jak radziły sobie nasze babki i prababki, które nie miały dostępu do różnorakich kosmetyków. Jak pielęgnowały i upiększały skórę, bez całego arsenału specyfików, które oferuje współczesny rynek?

Dziś podczas "cieszenia oka" w Douglasie, koleżanka wzięła do ręki balsam antycellulitowy. 
Moja reakcja była natychmiastowa- "nie oszukuj się, nie zadziała."
A. uśmiechnęła się- "niestety wiem:/"

Jak to jest, że wiemy, no dobrze, zdajemy sobie sprawę, że mazidło jest nieskuteczne, a i tak zdarza nam się je zakupić?

Sama jestem dobrym przykładem osoby, która niezliczoną liczbę razy dała się nabrać/ postanowiła wyłączyć krzyczącą podświadomość/ poddała się marketingowi firm kosmetycznych.

Doskonale wiem, że balsam na cellulit nie zadziała, ale zdarza mi się go kupić. 

DLACZEGO? 

poniedziałek, 24 czerwca 2013

poniedziałkowa męczarnia a nie motywacja?

dzisiejszy poniedziałek.... NIE BYŁ ZŁY!

sama nie wierzę, ale tak właśnie było! O.o!

Oczywiście nie było idealnie! Nie obyło się bez zaspania!

Jak to jest, że mając na głowie milion obowiązków, wyrabiając 200% normy- wstajesz przeklinając budzik, ale wstajesz. Wystarczy odrobina luzu, zapach urlopu, powiew wakacji i ignorujesz budzik, mamrocząc jeszcze 2 minuty....i okazuje się, że za 20 min powinnam być w drodze do pracy!




JAK???? NO PYTAM JAK????


czwartek, 20 czerwca 2013

zwlekanie a wartość dodana

Jakiś czas temu poznałam nowe angielskie słowo procrastination- zwlekanie. 
Ładne....całkiem zaawansowane.....mądre. 

Potem natknęłam się na intrygującą stronę TED. Strona jest cyfrowym zapisem konferencji, łączących ze sobą ludzi o różnych zainteresowaniach, pomysłach i zawodach. Myśliciele, filozofowie, przedsiębiorcy, naukowcy i inni mądrzy tego świata mają ok. 20 min. na wygłoszenie mowy, na wybrany przez siebie temat. Najlepsze wystąpienia, które mają na celu przekazanie nowych pomysłów, wizji, rozwiązań, opinii, są dostępne na stronie za darmo.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

poniedziałek, 10 czerwca 2013

poniedziałkowa męczarnia..... tzn motywacja ;)

Dzisiejszy dzień jest zły! Ale nie w tradycyjny sposób- wściekłość, piana na ustach, żądza mordu.

Nieeee.


Dzisiejszy dzień wysysa energię. Okropieństwo! Nawet plucie jadem nie wychodzi ;(


Nic dziwnego przecież dziś jest poniedziałek!


Żeby przełamać ponurą atmosferę i nie przejmować się "fantastycznymi" ludźmi, którzy pokazali mi dziś, że bycie ludzkim nie ma najmniejszego sensu, przekierowuję uwagę na pozytywne tory.



http://wsoinsiders.com/wp-content/uploads/2012/05/Motivational-quotes1.png





z pozdrowieniami dla wszystkich, których męczy poniedziałek!






niedziela, 9 czerwca 2013

szparagowa carbonara... troszkę oszukana ;)

Leniwa niedziela.
Radość wielka! nawet zrodził się pomysł spaceru w słoneczku....szybko został przepędzony przez ulewę!


Ale deszcz czy nie deszcz.... jeść trzeba! Zakupione wczoraj szparagi tak ładnie się do mnie uśmiechały. Zachęcona wpisem Oli o szparagach i ich sezonowości, postanowiłam wypróbować na nich swoje umiejętności kulinarne.



Po szybkim przeglądzie lodówki padło na wzbogaconą o zielone warzywa oszukaną a la carbonarę.
Oszukaną bo ze śmietaną.... znajomy Włoch zapewne kręci głową z dezaprobatą x) ale co tam, żyje się tylko raz, a śmietanę zużyć TRZEBA!



Składniki:
  • makaron
  • ok 10 szparagów
  • 1 cukinia
  • ok 125g boczku
  • 2 jajka
  • ok pół szklanki śmietany
  • 1 cebula
  • sól
  • pieprz






piątek, 7 czerwca 2013

upajam się....

Piątkowy popołudnio- wieczór spędzam w różowej dreso-piżamce i upajam się czasem spędzonym sama ze sobą!!!

Na włosach mam śmierdzący kadzidłem olej. Sesa- moja kadzidlana miłość- działa tak dobrze, jak mocno śmierdzi.

Chłop w pracy- nie dzwoni, nie pisze, nie jęczy!
Nie mam planów na wieczór- jestem szczęśliwa!!! Upajam się doborowym towarzystwem :D



środa, 20 marca 2013

spa....FAIL!!!

Może zacznę od tego, że FAIL urodowy rozpoczął się w sobotę. 

SOBOTA- Niby nic ot jakaś plama na policzku, lekko czerwona, lekko łuszcząca się. Dla mojej skóry to normalka, więc postanowiłam posmarować bardzo tłustym kremem i zignorować. Czyli standardowe działanie, które zawsze pomagało!
Standardowy demakijaż wykonywany olejem lnianym i żelem ziajki ( obydwa używane od miesięcy- bez jakichkolwiek! podrażnień) wzbogaciłam herbatką z lipy. Tę z kolei używałam od kilku dni, bez oznak podrażnień.

NIEDZIELA- wysyp, ale nie taki zwyczajny tutaj pryszcz a tam dwa....za dobrze by było! wysyp na całej twarzy, gorzej niż za czasów nastoletnich! ustalmy, lata nastoletnie mam już za sobą! pełno czerwonych krostek na całej twarzy łącznie z łukiem brwiowym i pod okiem! szok...Szok...SZOK! istny koszmar! Po opanowaniu łez, do boju ruszył olej arganowy na cały pyszczek .... po całym dniu zmniejszył zaczerwienienie...krosty zostały ;(
Dałam sobie po łapach za lenistwo i używanie kremu drogeryjnego. Przeprosiłam się z fantastycznym przepisem siempre na krem z mocznikiem, wit B3 i ekstraktem z zielonej herbaty
i zasiadłam do domowego laboratorium. 

PONIEDZIAŁEK- koszmaru ciąg dalszy. Ukrycie wyprysków równa się z niemożliwym. Od ponad roku używam kremów BB, zwyczajnie mocnego krycia nie potrzebowałam [ do tej pory oczywiście !@#$%^&*!!!!!!] Wyglądałam, jak idź stąd i nie wracaj, ale do roboty iść trzeba ;( szkoda, że w pracy nie można chodzić w kominiarce :/ Zaraz po powrocie szybki...acz DOKŁADNY! demakijaż + olej z krokosza + krem z ekstraktem z zielonej herbaty, mocznikiem i wit B3. Niby widzę poprawę, a może to moja projekcja.

WTOREK- spirulina zakupiona! moja kochana, jedyna pocieszycielka, lekarstwo na każde skórne zło!.....połączona z olejkiem arganowym i olejkiem z krokosza wyladowała na pyszczku. Idą za ciosem i wykorzystując wolne popołudnie! na włosach wylądowała odżywka wzbogacona spiruliną. A co! jak się bawić to się bawić! Moje szaleństwo osiągnęło apogeum postanowiłam jeszcze zafundować sobie peeling kawowy z oliwą.
Siedziałam sobie szczęśliwa w łazience, wyglądając jak brudny potwór.  Postanowiłam zanurzyć się w wodzie koloru błota, ale pełnej naturalnych kosmetyków i co zrobiłam...no jasne wypłukałam w niej włosy. Niby przypadkiem, ale .....SERIO?! woda pełna mieszaki olejów, a ja w niej włosy płucze? gdzie mózg, gdzie myślenie?! Włosy do powtórnego mycia....spirulinowe skutki niemożliwe do sprawdzenia :(
Całe szczęście, że skóra gładka. Na ciele, bo twarz....co tu dużo gadać... krosty zostały ;(  chociaż wkręcam sobie ze jest ich mniej.



Ciągle zastanawiam się kto jest winowajcą i sprawcą krostowego koszmaru... wszystkie znaki wskazują na lipę. A ja tak chciałam w nią wierzyć ;(  Lipa jest stosowana zewnętrznie do pielęgnacji i leczenia skóry, przy podrażnieniach i świądzie. Piszę i nie wierzę! 
Dodam tylko, że napar z lipy sprawdził się u mojej koleżanki rewelacyjnie, naocznie zbadałam efekty!


Niezwyle rzadko zdarzają mi się takie faile...i zdecydowanie żądam, żeby krosty zniknęły! W dodatku jest zimno pffff!!!!

wtorek, 19 marca 2013

my się zimy nie boimy...rozgrzewającą zupę upichcimy!

Niby nic, a jednak...praca,brak czasu, zimno, praca, brak czasu, spadek energii, zimno, praca, zimno, brak energii, zimno, zimno, zimno.....

Serio! Mam już serdecznie dość zimna, ponurej, szarej aury, lodu na chodnikach, odśnieżania samochodu!

pfff znów zimno! Zdecydowanie nie działa to na mnie pozytywnie! Stąd potrzeba rozgrzewającej zupki ;)
Ale...ale przygotowanie nie może zająć zbyt dużo czasu... bo oczywiście cierpię na chroniczny jego brak.   

......Voila! rozgrzewająca zupka, która właściwie sama się robi, syci, i jest pyszna!




Oryginalny przepis pochodzi z bloga white plate , u mnie lekko zmodyfikowany pod wpływem .... zawartości kuchennych szafek.

              Rozgrzewająca zupa soczewicowo-pomidorowa


ok 100 g zielonej soczewicy
1 średniej wielkości czerwona cebula, pokrojona w piórka
1 puszka pomidorów ( ja oczywiście kupiłam całe pomidory, ale o wiele wygodniejsze w użyciu są te w cząstkach)
1/4 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka nasion kminu, utłuczonych w moździerzu

1 łyżeczka przyprawy "suszone pomidory z ziołami i czosnkiem" ( zakupiona przy okazji jarmarku świątecznego, ale wiem, że można dostać takie w sklepach ze zdrową żywnością)
1 litr wywaru jarzynowego

ok 1 litr wody ( w zależności od ostrości zupy, moja była wyjątkowa ostra ;)
1 papryczka chili, pokrojona w cienkie paseczki
3 łyżki mrożonej pietruszki ( równie dobrze może być świeża, jak kto woli)

1 koncentrat pomidorowy
sól, pieprz do smaku


Wszystkie składniki, oprócz pietruszki, umieścić w garnku i gotować
na małym ogniu ok. 35-45 min, do momentu gdy soczewica będzie miękka.
Oczywiście całość można zmiksować... ale ja zdecydowanie wolę czuć teksturę zupki.

Na koniec dodać pietruszkę.

Podawać ze świeżą bazylią/ pietruszką, jak kto woli :)


enjoy and keep warm! spring will eventually come!

niedziela, 24 lutego 2013

nie róbcie tego w domu!

Wszystkie wiemy, że wygląd naszych włosów jest waży. To dlatego masujemy skalp, olejujemy włosy, zakładamy czepki, przez co wyglądamy dziwnie, podczas gdy nawilżamy, odżywiamy, pielęgnujemy kudełki.

A wszystko to by były piękne.

Następnym krokiem jest stylizacja!

Proszę nie róbcie tego w domu ! 






Szalenie współczuję dziewczynie! Chociaż mam wrażenie, sądząc po jej minie, że to fake. Sama zapewne zalałabym się łzami! I nie powiem co jeszcze!


Będą w temacie, pochwalę się swoim nowym zakupem. Co prawda po obejrzeniu powyższego filmu miałam chwilę zwątpienia.... Ale co tam!  ;))))



zdjęcie pożyczone z aukcji ebay ( przypadkowej)

Od dawna marzyłam o nabyciu tej lokówki :) Efekt na moich włosach pokaże wam na dniach... o ile oczywiście nie spotka mnie to samo co to biedne dziewczątko ;)

odpukać w niemalowane!!!



Cała sytuacja nasunęła mi myśl, że warto zainwestować w porządny środek chroniący włosy przed ciepłem. 

Macie jakieś ulubione?



pzdr,

Marta


czwartek, 21 lutego 2013

Jantar ....i upragniona WIOSNA w moim domu

Dziś chciałabym się porozwodzić nad wyborem wcierki do włosów. Kiedy przeczytałam u Anwen o manii wcierania, zaczęłam się zastanawiać jaki hit włosomaniaczek przetestować najpierw. Padło na Jantar firmy Farmona, odżywkę do włosów i skóry głowy.

źródło


Osławiony chwałą produkt ma zapobiegać wypadaniu włosów, odżywiać i stymulować wzrost kudełków. Co więcej ma wzmacniać, pielęgnować i zapobiegać rozdwajaniu.

Producent twierdzi

Receptura odzywki uwzględnia najistotniejsze potrzeby włosów cienkich, słabych, delikatnych i z tendencją do przetłuszczania. Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące wzrost włosów: Kerastim, Trichogen, Polyplant Hair, aktywny biologicznie wyciąg z bursztynu oraz witaminy A, E, F, H i d'pantenol.

Skład:

Aqua, Propylene Glyco, Glucose, Calendula Officinalis Extract, Chamomilla Recutita Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Pinus Sylvestris Extract, Arnica Montana Extract, Arctium Majus Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Hedera Helix Extract, Tropaeolum Majus Extract, Nasturitum Officinale Extract, Amber Extract, Disodium Cystinyl Disuccinate, Panax Ginseng, Arginine, Acetyl Tyrosine, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine HCl, Biotin, Panthenol, Polysorbate 20, Retinyl Palmitate, Tocopherol, Linoleic Acis, PABA Triethanolamine, Carbomer, Parfum, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Methyldibromo Glutaronitrile, Dipropylene Glycol, Limonene, Linalool.


Opakowanie/ zapach/ konsystencja 

Jantar przychodzi do nas w mało poręcznej szklanej butelce, która zdecydowanie utrudnia aplikowanie produktu. Lepki płyn o lekko żółtawym zabarwieniu ma dość charakterystyczny zapach. Zdecydowanie męski, w moim odczuciu. Od razu uspokajam osoby z wrażliwym zmysłem powonienia, zapach nie jest nieprzyjemny i szybko ulatnia się z włosów. (Przetestowane na wrażliwych nosach! ;))

Sposób użycia

Wcierkę aplikujemy na skalp, po czym wykonujemy kilku minutowy masaż. Stosowanie jest zdecydowanie łatwiejsze, jeśli zamienimy oryginalna szklaną butelkę na opakowanie z atomizerem. Warto wykorzystać stare opakowanie z pompką. 
 Należę do niecierpliwców, stąd dzielę włosy na przedziałki, które spryskuję produktem i wykonuję masaż. W moim przypadku jest on raczej krótszy niż dłuższy, ale staram się nad sobą pracować!

Producent zaleca stosować codziennie przez 3 tygodnie, po czym zrobić kilku dniową przerwę i wrócić do kuracji. 

Jantar zaczęłam stosować 10 lutego, będę was informować o efektach.


Nie wiem jak wy, ale ja zdecydowanie mam już dość zimy. Nie to, że jestem jakaś przesadnie marudna, ale już mi wystarczy szalików, rękawiczek, ciężkich kurtek i wiecznie zmarzniętych policzków! Z miłą chęcią widoki takie jak ten:



chętnie podziwiać będę na filmach/ zdjęciach, ect.


Na pocieszenie dla Was i dla siebie samej, uwieczniłam WIOSNĘ, która od kilku dni gości w moim domu!






Kocham tulipany, wiem, że kiedy się pojawiają, wiosna jest tuż za rogiem ;)